żywa Wiara

Świadectwa wiaryZOBACZ WSZYSTKIE

Odwrócenie serca

autor: Steve Harmon

użytkownik: MRak z dnia: 2015-10-17

Piszę to świadectwo dokładnie następnego dnia po mojej 23 rocznicy ślubu. Moja żona Colleen i ja mamy cudowną relację, za którą dziękujemy Bogu. To dzięki Jego łasce przeszliśmy przez długą podróż wielkich błędów, a największym ze wszystkich było poddanie się zabiegowi wazektomii przeze mnie w wieku 34 lat. Zamiast seksualnej wolności, obiecanej przez społeczeństwo, ten zabieg dopełnił miary w słabej komunikacji i samolubstwie, które naznaczyły nasze małżeństwo antykoncepcyjną miłością. To dzięki Bogu i naszej odpowiedzi na Jego łaskę przeszliśmy drogą wiary, która sprowadziła nas do miejsca, w którym jesteśmy teraz, a także rozumiemy i prawdziwie dzielimy się darem naszej seksualności, która po raz kolejny jest otwarta na piękny Boży plan życia w małżeńskiej miłości.

Colleen i ja poznaliśmy się w college’u. Wtedy moja obecna już żona była na ostatnim roku studiów, a ja byłem studentem drugiego roku. Natychmiast po naszej pierwszej randce zakochałem się w Colleen. Nasz związek rozwijał się bardzo szybko, a trzynaście miesięcy po naszej pierwszej randce wzięliśmy ślub. Niestety od samego początku naszego związku rozpoczęliśmy współżycie seksualne. Patrząc na to teraz, widzę jasno, że od samego początku wpadając w kulturalną pułapkę wychwalania seksu przed ślubem, „przygotowywano” nas do stosowania antykoncepcji. Teraz rozumiem też, w jaki sposób przedmałżeński seks wypacza znaczenie seksualnej jedności, którą Bóg zaplanował, ponieważ oczywistym jest, że stosowana antykoncepcja ma na celu uniknięcie ciąży. Środki antykoncepcyjne blokują najcenniejszy aspekt jedności seksualnej pomiędzy mężczyzną i kobietą, jakim jest tworzenie nowego życia przez Boga. Jednakże w tym miejscu muszę powiedzieć, że ani Colleen, wychowana w wierze katolickiej, ani ja, wyznający wtedy metodyzm, nie mieliśmy wystarczająco mocnej wiary, żeby zrozumieć to ważne nauczanie Kościoła katolickiego.

Na wiosnę, kiedy byłem na 4 roku studiów, podjęliśmy decyzję o ślubie. Tu muszę powiedzieć, że wtedy nie miało dla nas żadnego znaczenia, w którym kościele dojdzie do zawarcia małżeństwa. Jednakże na skutek nalegań ojca Colleen zdecydowaliśmy, że weźmiemy ślub w Kościele katolickim. Podczas kursu przedmałżeńskiego pamiętam, jak pewnego razu ksiądz wyjaśniał nam nauczanie Kościoła katolickiego dotyczące antykoncepcji. Jednakże nie brałem tego tematu na poważnie, gdyż wtedy nie myślałem o przystąpieniu do Kościoła katolickiego, a stosowanie antykoncepcji sprawiało, że odczuwałem komfort. Nie potrafię powiedzieć, co wtedy czuła Colleen, gdyż nie przypominam sobie, abyśmy poważnie rozmawiali ze sobą na ten temat przed ślubem. Jednakże pamiętam dobrze, że to ona była tą osobą, która podjęła decyzję o stosowaniu pigułki hormonalnej po tym, jak stosowaliśmy już inne formy antykoncepcji przez kilka miesięcy. Colleen zażywała już pigułkę hormonalną przed naszym małżeństwem, a my nie rozmawialiśmy na ten temat. Myślałem wtedy, że to była wystarczająco poważna decyzja, którą powinniśmy wspólnie podjąć. Chociaż nie sprzeciwiałem się stosowaniu pigułki antykoncepcyjnej, to czułem się lekko podirytowany, ponieważ nie miałem żadnego wpływu na jej decyzję.

Przez pierwsze piętnaście miesięcy naszego małżeństwa nadal uczyłem się w collegu, a na Colleen spoczywała cała odpowiedzialność w kwestii zapewnienia finansowego wsparcia. Było dla nas jasne, że to nie był dobry czas na urodzenie dziecka i z tego powodu nadal stosowaliśmy antykoncepcję. Rok później po ukończeniu studiów, natychmiast dostałem pracę w firmie zajmującej się budownictwem drogowym. Dla mnie to był wspaniały start w życiu i wtedy mogliśmy pozwolić sobie na założenie pełnej rodziny. Przestaliśmy stosować pigułkę hormonalną i we wrześniu 1984 roku urodził się nasz pierwszy syn Matthew. Pamiętam wtedy, że kobieta, która prowadziła kurs w szkole rodzenia, na który uczęszczaliśmy z żoną i która była też lekarzem rodzinnym Colleen, powiedziała nam, abyśmy mieli na uwadze stosowanie pigułki hormonalnej po sześciu tygodniach abstynencji po porodzie naszego syna. Po urodzeniu pierwszego dziecka powróciliśmy do stosowania pigułki antykoncepcyjnej tylko przez krótki okres czasu. Ponieważ nasze pierwsze dziecko sprawiło nam ogromną radość, zapragnęliśmy mieć drugie.

Nasz drugi syn John przyszedł na świat w grudniu 1986. W tym czasie przyzwyczailiśmy się do codziennej rutyny w naszym małżeństwie i życiu rodzinnym. Zajmowałem się budowaniem dróg, a Colleen wychowując dzieci, myślała o powrocie do pracy na pół etatu. Chociaż nasze małżeństwo było solidne i byliśmy sobie wierni, to w tym wszystkim brakowało nam prawdziwej intymności. Byliśmy wobec siebie egoistyczni, samolubni i baliśmy się oddać się sobie wzajemnie w sposób całkowity. Nie chcieliśmy poświęcić naszych potrzeb dla dobra drugiej osoby. Słaba komunikacja między nami była symptomem braku zaufania i rezultatem strachu z powodu braku poczucia bezpieczeństwa. Moja żona czasami starała się porozmawiać ze mną odnośnie braku bliskości między nami, ale nigdy nie chciałem rozmawiać z nią na ten temat i reagowałem obojętnością. Przypominałem jej wtedy, że ciężko pracowałem, byłem dobrym i wiernym mężem, który nie włóczył się po barach z kolegami. Wiedziałem, że Colleen spodziewała się więcej, ale nie miałem energii i pragnienia, aby więcej zainwestować w siebie i w nasze małżeństwo. Teraz kiedy patrzę na to wszystko rozumiem, że oboje zrobiliśmy dobrze pracując dla naszego małżeństwa, ale nie byliśmy „jednym ciałem”. Byliśmy wtedy dwoma indywidualistami, którzy dążyli do tych samych celów, ale zawsze ponosiliśmy klęskę, kiedy chcieliśmy zapewnić bezpieczny, przepełniony miłością i oddaniem dom dla siebie nawzajem i dzieci.

Po przyjściu na świat John’a ponownie stosowaliśmy pigułkę antykoncepcyjną. Kiedy Collen zaczęła pracę na pół etatu, życie stawało się bardziej trudniejsze. Nasi chłopcy dorośli do wieku szkolnego i zapisaliśmy ich do miejscowej, katolickiej szkoły podstawowej. W tym samym czasie moja żona starała się powrócić do praktykowania wiary katolickiej. Nie sprzeciwiałem się temu, że moi synowie uczęszczali do katolickiej szkoły, ale udzielałem im niewielkiego wsparcia. Uczestniczyłem we wszystkich uroczystościach szkolnych i okazjonalnie uczęszczałem na mszę świętą. Powiedziałem chłopcom, że Kościół jest ważny, ale moje uczynki były zarówno dla mojej żony i dla moich dzieci całkowitym przeciwieństwem tego, co mówiłem.

Przez pięć lat czekaliśmy z decyzją o urodzeniu kolejnego dziecka. Molly urodziła się w 1991 roku. Kiedy pielęgniarka powiedziała mi, że moje dziecko to dziewczynka, po raz pierwszy w życiu jako dorosły mężczyzna rozpłakałem się. Colleen wreszcie dostała córeczkę, którą bardzo pragnęła. Wtedy w końcu zacząłem zwalniać i widzieć nowe życie, a także jakim jest cudem. Jednakże siła i nauczanie społeczeństwa były silniejsze.

Po urodzeniu się Molly znowu powróciliśmy do stosowania pigułki hormonalnej, ale nie przez długi czas. Chciałem kolejnego dziecka i czułem, że traciliśmy czas, ale moja żona nie była gotowa. Starała się sprostać wymaganiom wychowania trójki dzieci i pracy na pół etatu, a także wspierała swoją matkę w jej walce z nowotworem. Jednakże mocno zachęcałem moją żonę, aby wzięła pod uwagę posiadanie kolejnego dziecka i ostatecznie wyraziła na to zgodę. Nasze czwarte dziecko Will przyszedł na świat w 1994 roku. Czułem się szczęśliwy, że nasza rodzina była w komplecie.

To właśnie wtedy oboje z żoną mieliśmy prawdziwą rozmowę na temat antykoncepcji. Pamiętam, że wtedy w pewnym sensie czułem się winny, ponieważ mieliśmy czworo dzieci, a w tym samym czasie społeczeństwo wmawiało nam, że powinniśmy wziąć pod uwagę kwestię przeludnienia. W czasie tej rozmowy zasugerowałem Colleen, aby poddała się zabiegowi podwiązania jajowodów. Jednak moja żona nie chciała tego słuchać, więc spytałem ją, czy ja powinienem poddać się wazektomii. Colleen powiedziała, że ten zabieg jest zły, jednocześnie dodając, że i tak mnie przed nim nie powstrzyma. Moja żona nie chciała mieć z tym nic wspólnego, więc zrobiłem to, co miałem zrobić. Za czterysta dolarów poddałem się zabiegowi, przez który całkowicie stałem się bezpłodny. Byłem „naprawiony” jak kot, pies czy jakiekolwiek zwierzę. Moja zdolność reprodukcji przepadła i od tamtej pory jak twierdzą standardy społeczne, mogłem cieszyć się prawdziwą wolnością seksualną z moją żoną i mogliśmy współżyć ze sobą „w każdym czasie i miejscu”. Nie musieliśmy się martwić odnośnie negatywnych skutków stosowania pigułki hormonalnej i ciąży. Ale tylko myślałem, że mieliśmy kontrolę nad naszą seksualnością i wolność od codziennego stosowania środków antykoncepcyjnych.

W rzeczywistości nasze pożycie intymne wcale się nie polepszyło, ale zaczęło zanikać. Oboje byliśmy zajęci pracą i wychowywaniem czwórki naszych dzieci. Nasz czas w sypialni spędzaliśmy na robieniu rzeczy, które nie miały rzeczywistego celu. Nadal bardzo kochałem Colleen, ale nie byłem w stanie zaspokoić jej najbardziej intymnych potrzeb. Pomimo, że moja żona była otoczona miłością ze strony dzieci i jej męża, to czuła się samotna. Nasza rodzina i przyjaciele myśleli, że mieliśmy wspaniałe małżeństwo, ale w rzeczywistości było inaczej. Czegoś nam brakowało. Colleen potrzebowała czterech lat, aby odkryć tę brakującą cząstkę naszego małżeństwa, a ja podążyłem za nią dwa lata później.

W 1999 r. Colleen udała się na trzydniowe rekolekcje. To właśnie wtedy, w ciągu tych trzech dni moja żona doświadczyła duchowej odnowy i prawdziwej obecności zmartwychwstałego Pana Jezusa Chrystusa. To On był tą osobą, której brakowało nam w naszym małżeństwie, rodzinie i sypialni. Prawdziwa intymność i oddanie się sobie może pojawić się tylko wtedy, kiedy pozwolimy Jezusowi, aby był centrum naszego istnienia. Moja żona odkryła tę prawdę i chciała mi ją przekazać.

Udałem się na luterańskie rekolekcje w 2001 roku dzięki potędze modlitwy, a także pod wpływem Colleen i jej przyjaciółki. Podczas, gdy moja żona miała odnowienie duchowe ja doświadczyłem duchowego nawrócenia. Po raz pierwszy w moim życiu spotkałem Jezusa Chrystusa i byłem gotów poddać się Jego woli.

Od tamtej pory życie w naszym małżeństwie zmieniło się dla mnie i dla mojej żony, gdyż odczuwaliśmy obecność Jezusa Chrystusa. Zaczęliśmy się modlić razem i wspólnie rozmawiać do późnych godzin w nocy. Rozmawialiśmy o tych rzeczach, o których powinniśmy byli dyskutować przedtem, ale wtedy uznaliśmy je za bolesne i nieważne. Zacząłem chodzić do kościoła na mszę świętą w każdą niedzielę, a czasami zdarzyło się, że codziennie w niej uczestniczyłem. Chociaż chodzenie na msze święte z moją rodziną sprawiało mi przyjemność, to wtedy nadal nie byłem pewien, czy chcę zostać katolikiem. Od wielu miesięcy moja żona i ja modliliśmy się w intencji mojego nawrócenia i przyjęcia chrztu w wierze Kościoła katolickiego. Było to dla mnie ważne, że jestem wzorem do naśladowania dla naszych dzieci jako duchowa głowa ogniska domowego. Jednak wtedy zmagałem się z samym sobą. Nie mogłem przyłączyć się do Kościoła katolickiego jednocześnie nie akceptując jego całego nauczania. Musiałem uznać papieża jako władzę w Kościele i zaakceptować nauczanie Kościoła dotyczące antykoncepcji.

Ostatecznie latem 2002 roku, przy nie tak delikatnym szumie ze strony Ducha Świętego, podjąłem decyzję o przyłączeniu się do Kościoła Rzymskokatolickiego. Jesienią tego samego roku rozpocząłem Obrzęd Chrześcijańskiego Wtajemniczania Dorosłych i tak rozpoczęła się moja podróż do przyjęcia chrztu. Natychmiast większość nauczania Kościoła katolickiego zaczęło mieć dla mnie sens oraz uznałem i zaakceptowałem ważną rolę papieża w naszej wierze katolickiej. Jedyną przeszkodą, która pozostała i blokowała mnie przed przyłączeniem się do Kościoła Rzymskokatolickiego była kwestia antykoncepcji.

W październiku tego samego roku byłem na mszy świętej, podczas której ksiądz pełniący posługę duszpasterską w naszej parafii wygłosił kazanie na temat bycia obrońcą każdego życia. Jego przesłanie miało taki cel: zakończyć przeprowadzanie aborcji. Ta homilia przemówiła do mojego serca. Na kazaniu ksiądz powiedział, że każde życie pochodzi od Boga. My ludzie jesteśmy pobłogosławieni tym, że możemy być współpracownikami ze Stwórcą wszechświata. Jednakże do człowieka nie należy podejmowanie decyzji o tym kiedy życie ma powstać, ponieważ ta decyzja należy wyłącznie do Boga. To właśnie w tym momencie otrzymałem swoją odpowiedź w kwestii antykoncepcji. To nie do mnie należy, kiedy ma się począć dziecko. Natomiast każde działanie z mojej strony, które nie dopuszcza poczęcia dziecka przez stosowanie antykoncepcji było w gruncie rzeczy stwierdzeniem, że to ja byłem Bogiem. Wtedy też po raz pierwszy w życiu zobaczyłem podobieństwa pomiędzy antykoncepcją i aborcją. W obu tych przypadkach ludzie odrzucają dar nowego życia. Byłem tym zdruzgotany, gdyż zawsze uważałem siebie za obrońcę życia nienarodzonych dzieci, a moja decyzja o stosowaniu antykoncepcji była całkowitym przeciwieństwem. Ta prawda sprawiła też, że moja decyzja o poddaniu się zabiegowi wazektomii była ciężkim grzechem i czymś, z czym musiałem żyć. Podzieliłem się tym głębokim przekonaniem i ogromnym poczuciem winy z moją żoną. Powiedziałem jej też, że bardzo żałuję tego zabiegu. Wiedziałem, że ograniczyłem potencjał naszej rodziny z powodu stosowania antykoncepcji i nigdy nie będę mógł tego zmienić.

Kilka tygodni później udałem się na rekolekcje, gdzie podzieliłem się moim świadectwem z księdzem rekolekcjonistą. Wiedziałem i czułem, że całym sercem rozmawiałem wtedy bezpośrednio z Bogiem. Poczułem wielką ulgę słysząc z ust kapłana, że Bóg mi przebacza, ale równocześnie wiedziałem, że to nie wystarczyło. Zapytałem czy ważne jest, abym poddał się zabiegowi odwrócenia wazektomii. Ksiądz powiedział mi, że Kościół katolicki naucza, że nie wolno poddawać się takim zabiegom lub jakiekolwiek procedurze, której nie można odwrócić. Koniecznym jest fakt, że wszystko będzie wybaczone przez sakrament pokuty. Przyjąłem tą odpowiedź jako prawdę, ale chciałem zrobić coś więcej. Wcześniej mówiłem, że jestem „naprawiony”, ale tak naprawdę byłem zepsuty. W moich oczach byłem zepsuty w relacji z moją żoną, a także z tego powodu, że już nie miałem żadnej nadziei na posiadanie kolejnego dziecka. Moja decyzja, aby poddać się temu zabiegowi miała poważny wpływ na mnie, moją żonę i moją relację z Bogiem. Zapragnąłem operacji odwrócenia wazektomii.

Rozmawiałem z Colleen na ten temat. Modliliśmy się w tej kwestii i postanowiliśmy, że poddam się zabiegowi odwrócenia wazektomii. Moja żona otrzymała książkę od jej koleżanki, którą opublikowała grupa apostolska One More Soul (Jeszcze Jedna Dusza). Tam przeczytałem wiele świadectw par, które poddały się zabiegowi odwrócenia trwałej sterylizacji. Te historie były prawdziwe, pokrzepiające i wzmocniły naszą decyzję. Przez apostolat ten poznaliśmy lekarza w stanie Wisconsin, który przeprowadzał zabiegi odwrócenia trwałej sterylizacji. Doktor Smith robił to jako część osobistej posługi dla katolickiej organizacji One More Soul. Umówiliśmy się na spotkanie z doktorem i natychmiast poczuliśmy wielki szacunek do niego. Podczas rozmowy lekarz zadał nam wiele pytań oraz chciał poznać nasze pragnienie umocnienia naszej relacji z Bogiem. Doktor Smith był przekonany, że przeprowadzona procedura była czymś więcej niż tylko odwróceniem wazektomii, ale przede wszystkim „odwróceniem serca”. Lekarz pomagał ludziom w zbliżeniu do Boga i ich współmałżonków. W styczniu 2003 roku poddałem się zabiegowi odwrócenia wazektomii, który zakończył się sukcesem. Wiosną, podczas Wielkiej Soboty, przyjąłem chrzest i stałem się członkiem Kościoła Rzymskokatolickiego. Od czasu odwrócenia tego zabiegu wspólnie z Colleen jesteśmy w pełni otwarci na możliwość posiadania kolejnego dziecka. Do dzisiaj Bóg pobłogosławił nam nie tylko posiadaniem jednego dziecka. W tej kwestii musimy być realistyczni, że nasze pragnienie nie stoi w sprzeczności z planem Boga dla naszego życia. Colleen będzie miała 46 lat, a ja wkrótce będę miał 44 lata. Podjąłem decyzję, że nie poddam się badaniom, które wykazałyby, że operacja odwrócenia wazektomii zakończyła się sukcesem. Chociaż moja żona poprosiła mnie, abym poddał się tym testom, to ja wolę nie znać efektów tej operacji i ufam, że Bóg może wszystko uczynić. Wspólnie z Colleen modlimy się często, aby Bóg uczynił cud w naszym pożyciu małżeńskim, jakim jest posiadanie kolejnego dziecka. Dziękujemy naszemu Stwórcy za to, że już pobłogosławił nam w tej drodze.

 Pewnego razu w telewizji EWTN ksiądz mówił, że małżonkowie nie „kochają się” dopóki nie ma obecnego wśród nich Jezusa. Ten kapłan dodał też, że Jezus nie jest obecny podczas przedmałżeńskiego współżycia i we współżyciu małżonków, którzy stosują antykoncepcję. Teraz uświadamiam sobie, że dokładnie Jezusa Chrystusa brakowało nam w naszym małżeństwie przez te wszystkie lata. Kiedy podjęliśmy decyzję o stosowaniu antykoncepcji, to tym samym wyrzuciliśmy Jezusa z naszego małżeństwa. Efektem tej decyzji był brak intymności i bliskości między mną a moją żoną, a także byliśmy do siebie zdystansowani i odrzucaliśmy rzeczywistość bycia „jednym ciałem”, tak jak to Bóg zaplanował. Obecnie nasza wolność pochodzi od zaufania Bogu i poddania się Jego woli. Teraz jesteśmy bliżej siebie niż poprzednio, doświadczamy radości i bliskiej jedności z Jezusem Chrystusem. Nadal modlimy się i mamy nadzieję na posiadanie następnego dziecka, a także radujemy się miłością, którą się dzielimy nawzajem. Dla nas to zaszczyt i błogosławieństwo, aby po raz kolejny być częścią wielkiego planu Boga, jakim jest życie.

 Steve Harmon

Tłumaczenie z j.ang. na j.pol: Militem Jesu et Mariae

Źródło: http://www.silentnomoreawareness.org/testimonies/testimony.aspx?ID=1316

Komentarze (1)

Portal zywawiara.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy i wypowiedzi zamieszczanych przez internautów. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.

~s

19.04.2016, godz.06:45

ale jak ja mam trójke dzieci i naprawde nie chce wiecej, to co naprawde zeby nie grzeszyc musze rodzice ich 10 ..to jest smutne