żywa Wiara

Świadectwa wiaryZOBACZ WSZYSTKIE

Radykalna zmiana życia

użytkownik: Admin z dnia: 2016-07-09

Wychowałam się w rodzinie katolickiej. Zawsze widziałam rodziców klękających do pacierza, uczestniczących we Mszy św. Jednak wiara wyniesiona z domu i katecheza, w pewnym momencie życia nie wystarczyły. Po okresie dziecięcego zaufania przyszło zwątpienie. Brak Boga w szkole też miał na to wpływ. Byłam jedyną i najmłodszą córką, więc rodzice i bracia kochali mnie bardzo. Wydawało mi się, że tak będzie zawsze i ze wszystkimi, których spotkam. Nie nauczono mnie dawać miłości, miałam problemy w nawiązywaniu kontaktów z innymi ludźmi. Jako 17-letnia dziewczyna zostałam zgwałcona. Nikt nigdy się o tym nie dowiedział. Wkrótce zaczęłam pracować, nawiązałam romans z żonatym szefem. Potem pojawiła się ciąża. "Zabieg" (czyli morderstwo), którego dokonałam, traktowałam jako rzecz normalną, byłam dumna, że jestem taka nowoczesna. Opamiętanie przyszło później. Kilka lat ogromnego bólu i nieustannej udręki psychicznej. Nie znajdowałam sensu życia. Po kilku latach takiego życia, gdy sumienie ciążyło mi coraz bardziej, zachwyciłam się mądrością Boga, który mnie nigdy nie opuścił. Zrozumiałam, że gdybym tylko zachowywała przykazania, nie byłoby tych wszystkich bolesnych i niszczących problemów. To był jeszcze tylko taki moment zatrzymania, pierwszy przystanek, po którym rozpoczął się kilkuletni proces mojego nawracania się. Pewnego dnia, w ciszy własnego pokoju, wypłakałam całą swoją nędzę przed Panem i postanowiłam przez cały październik odmawiać różaniec, co było bardzo trudne. Pod koniec miesiąca dzięki różańcowi doświadczyłam pomocy w pewnej konkretnej sprawie i przyrzekłam być wierna tej modlitwie. Ale ponieważ sądziłam, że Pan Bóg nie może odpuścić mi tego strasznego grzechu aborcji, wciąż nie przystąpiłam do spowiedzi. Mój lęk był ogromny. W kruchcie jednego z kościołów zobaczyłam obrazek Jezusa Miłosiernego i Koronkę do Bożego Miłosierdzia wraz z opisem, że to jest ostatnia deska ratunku dla grzeszników. Poruszyło mnie spojrzenie Jezusa z tego obrazka, nigdy nie spotkałam tak łagodnego i pełnego miłości spojrzenia. Pomyślałam, że może to i dla mnie ratunek, lecz nie odpisałam sobie tej modlitwy. Zachorowałam, usunięto mi guz z piersi. Na szczęście stwierdzono stan przedrakowy. Pomimo ogromnego lęku przed zabiegiem, wciąż unikałam spowiedzi. Byłam załamana. I wtedy, będąc w domu rodzinnym, ku wielkiemu zdumieniu, odnalazłam w książeczce do nabożeństwa mojego brata, litanię i koronkę do Bożego Miłosierdzia. Zaczęłam się modlić i nagle zrozumiałam cały sens naszej wiary i to, że Jezus mnie kocha i dla mnie umarł na krzyżu, aby Bóg mógł mi przebaczyć moje morderstwo. Trudno opisać, co wtedy czułam. Pamiętam tylko, że powiedziałam wtedy: Panie, jeżeli Ty jesteś i mnie kochasz, to nie muszę się już o nic martwić. Dopiero ta modlitwa doprowadziła mnie do konfesjonału, gdzie spotkałam się z autentyczną miłością. Ogromna radość, szczęście, ale i poczucie jak bardzo jestem niegodna tej łaski. Radykalna zmiana życia. Przestałam się już zamartwiać moją przeszłością, oddałam ją Jezusowi, a On uzdrowił mnie duchowo, psychicznie i fizycznie. Do dziś nie mam żadnych problemów ze zdrowiem. Myślę, że Boża miłość jest wymagająca, ale owe wymagania przychodzą z czasem, najpierw trzeba poznać bezinteresowną Miłość Boga. Jestem dziś szczęśliwym człowiekiem. Wiem, że człowiek jest naprawdę wolny, gdy zachowuje przykazania. Staram się uczestniczyć jak najczęściej we Mszy św. i adorować Pana Jezusa. Kocham Matkę Bożą i dzieci nienarodzone, za które modlę się w ramach duchowej adopcji. Z mojego życia musiałam dużo wyrzucić. Przed nawróceniem żyłam w świecie wróżb i horoskopów. Z dniem nawrócenia wszystko to stało się dla mnie śmieciem, spaliłam wszystko. Wyrzuciłam również telewizję, bo wprowadzała we mnie zbyt dużo chaosu i niepokoju wewnętrznego. Dziś raduję się pokojem, który przychodzi w modlitwie. Tuż przed beatyfikacją siostry Faustyny przeczytałam jej Dzienniczek i pomógł mi on wiele zrozumieć, a siostra Faustyna stała się moją ukochaną świętą. Odkryłam też orędzia Matki Bożej z Medjugorje, dzięki którym rozwiało się wiele moich wątpliwości. W moim sercu ciągle jest pragnienie poznawania Pana Boga i nie chcę zmarnować tych wszystkich łask.
Zofia

Komentarze (6)

Portal zywawiara.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy i wypowiedzi zamieszczanych przez internautów. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.

~e.95

03.01.2016, godz.08:32

dotarlismy tu.. jak narazie .. UFAM

~Alina

25.02.2013, godz.12:07

Chwala PANU!!!

~

19.02.2013, godz.14:28

mam podobne problemy a niedje z zyciem rady

~KochamCięBoże

10.02.2013, godz.17:16

To szczere świadectwo dało mi naprawdę do myślenia. Codzienna modlitwa, mocne postanowienie poprawy i praca nad sobą, sprawiają, że już wkrótce przystąpię do spowiedzi świętej bez tego całego, dziwnego lęku, przez który człowiek tkwi w swoich grzechach (świadomie lub nie) z obawą przyznania się do nich. "Duchu Święty, dodaj nam ochoty i zdolności..." :)

~Zahir777

26.11.2012, godz.06:36

Jezu ufam Ci...

~kp5

18.02.2012, godz.14:53

Boża miłość jest tak wielka!!!Twoje świadectwo uswiadamia,że Bóg cały czas na nas czeka,nigdy nas nie opuszcza,to my sie oddalamy.Bóg kocha wszystkich i chce dla każdego jak najlepiej i to jest w Nim pękne!!!